Gwiazdkowy wykaz tego i owego

Na Gwiazdkę Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego sprezentowało nam nowy wykaz czasopism (zmiany wynikają z aktualizacji baz danych), tudzież mocno przemeblowany wykaz wydawnictw, uzupełniony o liczne i czasem zaskakujące nowości. Ministerstwo nie zdecydowało się na akt odwagi i uzupełnienie referencyjnych baz danych o „dedykowane,” że użyję menadżerskiej nowomowy, naukom prawnym. A jest o co uzupełniać. W dalszym ciągu i to nieco wbrew ustawie, wykaz punktowanych materiałów konferencyjnych obejmuje tylko informatyków, choć ulubione przez ministerstwo referencyjne bazy danych indeksują materiały konferencyjne z różnych dziedzin. Niezrozumiałe jest, dlaczego odstąpiono od praktyki punktowania takich publikacji, czyniąc wyjątek tylko dla jednej dyscypliny. Co więcej, ponieważ konferencje przestały się liczyć w ewaluacji, część uczelni, zwłaszcza tych niedofinansowanych (wszystkie minus dziesięć), mniej entuzjastycznie podchodzi do ich organizacji, co może ograniczyć dość istotną część życia naukowego (nie wszystko da się obgadać przez Skype i maila). To też część polityki naukowej i może kiedyś doczekamy się wyjaśnienia, dlaczego tak jest.

Wykaz wydawnictw przynosi kilka zaskoczeń, choć to, że nie poprawiono oczywistych błędów i literówek nie zaskakuje. Na pewno pozytywem jest poszerzenie listy o liczące się międzynarodowe wydawnictwa w zakresie nauk społecznych (mamy teraz dwa Nomosy). Wykazowi jednak wciąż daleko do kompletności. Zdumiewa przy tym arbitralność kwalifikowania wydawców do poziomu I i II. Zaskoczeniem jest pojawienie się kolejnych wydawców delikatnie mówiąc niszowych, przy krzyczącej nieobecności znanych wydawnictw zagranicznych (dlaczego np. Dunckner & Humblot albo Lit-Verlag nie dostąpiły zaszczytu znalezienia się na liście, a Fibre Verlag owszem, to zagadka nad zagadkami). Natomiast Edition Open Access jest wydawnictwem tylko przy bardzo szerokim rozumieniu tego słowa. Innych kwiatów polnych jest tam więcej, jednak nie do mnie należy odchwaszczanie.

Analiza wykazu pozwala na wyciągnięcie jeszcze jednego wniosku – otóż zdaniem MNiSW nawet najmniejsze polskie wydawnictwa, w tym takie, o których słyszeli tylko publikujący w nich autorzy, reprezentują niezwykle wysoki poziom wydawniczy. W końcu znalazły się w tej samej grupie, co Springer Nature (na liście bez „Nature”), Wiley-VCH, Gallimard, l’Harmattan, czy Pergamon Press. W konsekwencji możemy przyjąć, że wejście w życie Ustawy 2.0 spowodowało skokową poprawę jakości polskich wydawnictw. Oczywiście dane te można interpretować też tak, że skoro nawet wydawcy niemalże garażowi publikują teksty równie dobre, co duzi gracze, to pierwotne założenie reformy o konieczności poprawiania jakości badań i wprowadzania standardów międzynarodowych bierze w łeb. Obie interpretacje służą poprawieniu sobie samopoczucia. Są też takie, po przeczytaniu których byłoby nam wszystkim bardzo smutno. Te jednak odkładam na inny czas. Idą święta. Spędźmy je z dala od ewaluacyjnego szaleństwa!

2 Comments

  1. Celny komentarz! To tylko pokazuje, że tej reformy nie da się uratować. I dobrze.

  2. Wyjątek dotyczący publikacji konferencyjnych zrobiono dla dwóch dyscyplin: 1. informatyka; 2. informatyka techniczna i telekomunikacja.

Możliwość komentowania jest wyłączona.