Na stronach RCL opublikowano dziś projekt nowego rozporządzenia w sprawie wykazów wydawnictw i czasopism. Raczej ewolucyjny niż rewolucyjny, skądinąd zgodnie z zapowiedziami ministerstwa. Wydaje się, że projektodawcy próbowali pogodzić tu ogień z wodą – zapewnić obiektywizm oceny przy jednoczesnym utrzymaniu praktyki „dowartościowywania” czasopism, które według kryteriów obiektywnych wypadały tak sobie, a „wszyscy wiedzieli,” że są super ważne. Dodatkowo projekt zawiera narzędzia mające ukrócić publikacje w czasopismach „drapieżnych.” Ocena całości nie jest prosta, bo widać napięcia między dyscyplinami bibliometrycznymi i takimi, powiedzmy, nieco mniej „wskaźnikowymi.” Jednocześnie po przeczytaniu projektu utwierdziłem się w przekonaniu, że przynajmniej na razie powinniśmy odejść od oceny eksperckiej i skupić się na kryteriach sztywnych i mierzalnych (propozycję w tym zakresie zamieściłem tutaj). Poniżej uwagi po pierwszej lekturze:
Ocena wydawnictw przebiegać ma tak, jak poprzednio. Tu tylko zaznaczę, że jeśli o zaliczeniu do poziomu 2 (superwydawca) ma być publikowanie rozpraw wpływających na rozwój nauki, to w tej kategorii w zasadzie mieszczą się wszystkie wydawnictwa publikujące osiągnięcia habilitacyjne, wywierające przecież ów wpływ ex definitione.
Wzorem poprzednich ewaluacji mamy standardowe bazy referencyjne (WoS, SCOPUS & Co), czasopisma objęte programem wsparcia i bazy danych (w formalnym, ustawowym znaczeniu), z których KEN może wyławiać niedoceniane perły nauki. Obok ERIH+ i DOAJ mamy tu EBSCO a także Index Copernicus. Nie mamy wśród baz referencyjnych ważnych dla prawników HeinOnline i Index to Foreign Legal Periodicals. Czasopisma z baz standardowych muszą być uwzględniane przy sporządzaniu wykazu, reszta – może.
Pierwszy etap oceny jest oparty na kryteriach formalnych – wskaźnikach bibliometrycznych. Wypada żałować, że projektodawcy nie zdecydowali się na przyjęcie jako miernika oceny dla wszystkich dyscyplin średniej lub mediany wartości punktowych danego czasopisma, komplikując proces przez umożliwienie arbitralnego wyboru wskaźnika w ramach poszczególnych dyscyplin (odsyłam do tekstu projektu, bo to bardzo techniczne).
Drugi etap to ocena ekspercka: ograniczę się tu do zestawienia kryteriów branych pod uwagę przy naukach humanistycznych, społecznych itd, bo tu zawsze jest najwięcej krzyku, że super-hiper czasopism o światowej renomie bazy nie łapią. Nie łapią, owszem. Czy wyłapie je ocena ekspercka? Tu się można zastanawiać. Primo: bazy referencyjne dalej nie łapią niektórych dyscyplin, secundo – kryteria oceny są dość skoncentrowane na Polsce. Tertio – tych najlepszych często nie indeksuje ani DOAJ ani IC.
Co bierzemy pod uwagę w HST? Otóż rozpoznawalność czasopisma, przy czym nie wiadomo, jak ma być ona mierzona (Wissenschaftsrecht jest znane w krajach niemieckojęzycznych i garstce specjalistów z innych krajów, wystarczy czy nie?). Dalej: znaczenie czasopisma dla rozwoju dyscypliny i poziom publikowanych w nim artykułów. Zrobienie z tego dwóch kryteriów prowadzi do paradoksu: to samo czasopismo może dostać maksymalną liczbę punktów za znaczenie dla rozwoju dyscypliny i zero za jakość artykułów. Kolejne kryterium to wydawanie artykułów w języku angielskim. W wielojęzycznych HST można założyć, że czasopisma francuskie czy niemieckie niekoniecznie kierują swoje teksty do czytelnika, który opanował tylko jeden język. W prawie np. trudno zakładać, że zagraniczni badacze procedury cywilnej oczekują na teksty w Polskim Procesie Cywilnym publikowane dla ich wygody po angielsku. Ten wymóg będzie zapewne spełniony, podobnie jak kolejny wymóg – umiędzynarodowienia, przez czasopisma dostosowujące się (często na siłę, bo przepis tak każe) do wskaźników. Możemy zatem oczekiwać szybkiej ścieżki publikacyjnej dla autorów, którzy pomogą nam wypełnić kryterium. Ćwiczyliśmy to, jak od czasopism wymagano międzynarodowych rad redakcyjnych. Kolejny wymóg, upowszechnianie polskiej kultury, dyskryminuje redakcje zagraniczne. Jeśli chodzi o wymóg popularyzacji i promocji badań naukowych, to nie jest to zasadniczo zadanie czasopisma naukowego, choć streszczenia badań w formie komiksów albo wideoblogów wprowadziłyby powiew świeżości do niektórych dyscyplin.
Byłbym zapomniał – do przedstawionej wyżej oceny zakwalifikują się tylko czasopisma mające znaczenie dla realizacji celów polityki naukowej państwa i posiadające ustaloną procedurę recenzji naukowej oraz przestrzegające zasad etyki publikacyjnej zgodnych z wytycznymi Komitetu do spraw Etyki Publikacyjnej (COPE – Committee on Publication Ethics). No i tu jest ciekawie, bo generalnie realizację polityki naukowej państwa (scil. Polski) zapewniają tylko czasopisma polskie (chyba, że oceniamy realizację polityki państwa-wydawcy, choć tu ustalenia mogą być trudne). Po drugie, projektodawcy zakładają istnienie czasopism naukowych niemających ustalonej procedury recenzji naukowej. Po trzecie, przestrzeganie standardów COPE tudzież posiadanie procedur recenzyjnych możemy sprawdzić co najwyżej przyjmując na wiarę zapewnienia redakcji.
W HST za te dodatkowe kryteria czasopismo może dostać do 100 pkt., przy czym za obecność na SCOPUS czy WoS do 25 pkt. Za resztę, czysto ocenną, 75. Tu pojawia się problem, bo czasopismom w drugim etapie oceny przyznaje się do 200 pkt, jak się wydaje z pominięciem wyników pierwszego etapu oceny.
O ostatecznej punktacji decyduje KEN, który może także uwzględnić w wykazie inne czasopisma, bo tak.
Ciekawym pomysłem jest narzędzie zwalczania „drapieżników,” tyle że tu jak i Szekspira: zamiar przewyższa wykonanie. Po pierwsze punkty można odjąć za stosowanie nierzetelnych praktyk publikacyjnych (dlaczego nie, jak w przypadku czasopism objętych programem wsparcia – nie ująć w wykazie?), jednak nie przewidziano żadnej procedury oceny standardów wydawniczych ani (co absolutnie niezrozumiałe) procedury odwoławczej. Drugie narzędzie dotyczy numerów specjalnych – jeśli będzie ich więcej niż planowych numerów czasopisma albo będzie w nich więcej tekstów niż w numerach planowych, to będzie można za karę odjąć im punkty. To narzędzie byłoby super, gdyby numery specjalne były wydawane poza serią jako osobne tomy drukowane lub cyfrowe. Tymczasem rzut oka na praktyki megaczasopism OA pokazuje, że ich numery specjalne to raczej zbiory tematyczne – teksty ukazują się kolejno w planowych numerach czasopisma, a są dostępne pod wspólną etykietą online (uwaga: są jeszcze kolekcje tematyczne – zbiory tekstów wybranych przez redakcję). Czyli narzędzie ładne, ale nie zadziała tak, jakbyśmy chcieli.
Poza brakiem procedur odwoławczych (jeśli „moje” czasopismo nie dostanie 200 pkt, to chcę wiedzieć dlaczego i móc wykazać, że eksperci i KEN nie mają racji) brakuje mi jawności – obowiązku publikowania uzasadnień ocen w RADoN albo choćby w BIP. Obecnie pomimo wymogu sporządzania uzasadnień decyzje będą mogły być arbitralne, a treść uzasadnienia sprowadzać się „według eksperta ten wymóg jest spełniony.”
Summa:
Projektowane rozporządzenie będzie trudne w stosowaniu. Nawet wyćwiczonemu czytelnikowi lektura i wykładnia tego tekstu nie przychodzą łatwo. Przy ocenie czasopism i wydawnictw mamy za dużo elementów uznaniowych. Jak się wydaje, najlepszym wyjściem na dziś byłby powrót do list A i B z czasów reformy minister Kudryckiej. Pierwsza obejmowałaby czasopisma z baz bibliometrycznych, druga – pozostałe z wybranych przez ministra wykazów. Przy czym kryteria kwalifikacyjne (np. trwałość funkcjonowania, lokalna, krajowa lub międzynarodowa pula autorów itd) powinny być sztywne i nie zostawiać miejsca na uznaniowość. Można też rozważyć dodatkowe ograniczenie – jednostka niemająca w ogóle publikacji z listy A nie powinna mieć wyższej kategorii niż B, a ośrodki aspirujące do A lub A+ powinny mieć próg w postaci obowiązku posiadania (zależnie od dyscypliny) N, 2N lub (w przypadku STEM) 3N publikacji z wykazu A. Nawet w przypadku nauk prawnych, z natury rzeczy skoncentrowanych na sprawach krajowych, wymóg przedstawienia N publikacji indeksowanych w SCOPUS lub WoS nie jest barierą nie do przekroczenia dla dobrego zespołu badawczego.
1 Comment
Możliwość komentowania jest wyłączona.