„Money, money, money…”

MNiSW uszczęśliwiło nas lekturą na wakacje w postaci projektu nowego rozporządzenia w sprawie podziału dotacji budżetowej (LINK). Zostało ono poddane konsultacjom w wyjątkowo niefortunnym terminie, sierpień jest bowiem, jak wiadomo, miesiącem uniwersyteckiej drzemki.

Niemniej jednak całkiem interesujące opinie przedstawili Obywatele Nauki oraz Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej. Ja natomiast chciałbym się zastanowić, czy systemu podziału dotacji nie można by skonstruować zupełnie inaczej.

Proponowany w projekcie system zmierza do tego, by najlepsze jednostki dostawały coraz więcej, reszta – coraz mniej, a najlepiej w ogóle nic. Oczywistym skutkiem takiego systemu jest wyłączenie większości uczelni z obiegu naukowego przez stopniowe obniżanie dotacji. Trudno bowiem wyobrazić sobie, by nawet najsprawniej zarządzany i zatrudniający ambitną wprawdzie, ale mniej efektywną naukowo załogę ośrodek z dnia na dzień był w stanie zrekompensować sobie utratę dotacji pracami zleconymi, wsparciem prywatnych sponsorów i grantami. Uderzy to nie tylko w ośrodki słabe, w sensie: nie prowadzące badań na przyzwoitym poziomie, dla tych bowiem skupienie się na dydaktyce może być dobrym wyjściem z sytuacji. Natomiast ośrodki młode, dopiero formujące swoje zespoły badawcze lub takie, które straciły część kadry (emerytury, zgony, przejścia do innych ośrodków itd) i chcą odzyskać dawną świetność są już na starcie na straconej pozycji. Jednostki takie nie dostaną pieniędzy na badania dla uczonych już tam pracujących, nie będą miały środków na przyciągnięcie świeżej krwi. Na wielu uczelniach daje się już zauważyć nadmiar pracowników samodzielnych, którzy, w naturalny sposób powinni szukać  swojej szansy w innych ośrodkach. Nie czynią tego z wielu powodów – strachu przed rzeczywistą samodzielnością i wzięciem odpowiedzialności za kierowany przez siebie zespół, niemal japońskiej tradycji pracy całe życie na jednej uczelni, czy wreszcie powszechnym w niektórych starszych ośrodkach przekonaniem, że przejście do młodego ośrodka oznacza degradację społeczną, która dotyka tylko nieudaczników lub ludzi, którym pali się grunt pod nogami. Dodatkowo taki nowy ośrodek pozbawiony znacznej części dotacji nie jest w stanie zaproponować nowo przyjmowanemu uczonemu lepszych warunków pracy, a choćby zapewnić mu środków na badania w takiej wysokości, jak u poprzedniego pracodawcy. Utrudnia to nie tylko rozwój mniejszych ośrodków, ale hamuje tak promowaną przez MNiSW mobilność pracowników naukowych. Przeniesienie się do nowego ośrodka oznacza obecnie więcej pracy, większą odpowiedzialność i mniejsze środki na badania. Zaiste mocna zachęta, żeby się przenieść na inną uczelnię.

A może spróbować pomyśleć tak:

  1. Każdy uczony, którego nie zaliczono do liczby N0 potrzebuje stałej minimalnej kwoty, żeby funkcjonować w obiegu naukowym (kilka wyjazdów konferencyjnych rocznie, 1 – 2 kwerendy biblioteczne itd). Kwota ta, zryczałtowana, powinna stanowić stałą część dotacji statutowej zależną tylko od liczby czynnych naukowo pracowników.
  2. Pozostała część dotacji zależałaby od kategorii badawczej uzyskanej przez jednostkę.
  3. Dodatkowym czynnikiem uwzględnianym przy podziale dotacji mogłoby być to, czy jednostka poprawiła swoją pozycję w rankingu, utrzymała ją czy spadła o określoną liczbę punktów.

Unikamy w ten sposób sytuacji, w której mocni stają się coraz mocniejsi, słabsi – coraz słabsi.

Reklamy

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s