Praktycznie nic się nie zmieni

Ministerstwo nauki przy wtórze fanfar obwieściło „nowość” w postaci doktoratów „praktycznych” vel „wdrożeniowych” i czegoś, co nazwało „wdrożeniową habilitacją.” Rzekomo doktoraty i habilitacje są teoretyczne, przydatne tylko dla nauki, i nie wnoszą nic nowego do praktyki. Rzekomo.

Sęk w tym, że nowości te wcale nowościami nie są.

Doktoraty i habilitacje rozwiązujące problemy praktyczne (w sposób nowatorski, a nie przez wdrożenie ogólnie znanych rozwiązań w danym przedsiębiorstwie) są przewidziane już dziś przez nasze prawo. Ba,  w naukach o zarządzaniu, prawnych, medycznych czy technicznych są raczej normą. Moim dyżurnym przykładem jest obroniony w latach 70-tych zeszłego stulecia na Politechnice Śląskiej doktorat pt. „Mycie transformatorów pod napięciem” (poważny problem, tu nie ma nic śmiesznego).

Również zatrudnianie doświadczonych praktyków na stanowiskach profesorskich nie jest żadną nowością. W naszej tradycji akademickiej funkcjonuje co najmniej od przedwojnia, sam jeszcze zdążyłem poznać prof. mgr inż Edmunda Romera, wybitnego polskiego metrologa. Ba, do dziś w szkołach resortowych można zatrudnić na stanowisku profesorskim osobę z doktoratem i najwyższym stopniem wojskowym lub morskim. Dlaczego nie można ich zatrudnić w uczelni cywilnej – Bóg raczy wiedzieć. To jeszcze nie wszystko – możliwość zatrudnienia doświadczonego praktyka z doktoratem na stanowisku profesorskim przywróciła reforma Kudryckiej. O zatrudnieniu decydował rektor. Profesor taki nie miał prawa prowadzenia doktoratów, nie taka też była jego rola. Jedyną wadą tego rozwiązania było to, że profesorowie-praktycy byli zobowiązani do prowadzenia badań, choć powinni pełnić głównie obowiązki dydaktyczne. W obawie o czystość ideologiczną pomysł ten przy niedawnych zmianach wyrzucono do kosza, a zatrudnienie praktyka bez habilitacji na stanowisku profesorskim łączy się z opiniowaniem przez CK i oceną, czy ma on/ona kwalifikacje równoważne z habilitacją.

Rozróżnienie doktorat „teoretyczny” i „praktyczny” jest znane krajom anglosaskim, bo oni tak mają. Europa Środkowa przyjęła kiedyś model niemiecki, w którym istotne jest rozwiązanie nowego problemu, a jego przydatność dla czystej nauki, czy nauk stosowanych są równoważne. Dlatego np. w krajach niemieckiego obszaru językowego wielu biznesmenów, inżynierów czy przedstawicieli wolnych zawodów ma doktoraty, choć nie pracuje na uczelni.

Zatem na razie ponownie odkryliśmy Amerykę. Ciąg dalszy Epoki Wielkich Odkryć niewątpliwie nastąpi.

Reklamy

3 Comments

  1. Panie Piotrze, czy mógłby Pan polecić mi jakieś wydawnictwo?
    Chcę wydać doktorat na własną rękę. Z góry dziękuję.

  2. Pani Koleżanko, rule of thumb jest prosta – próbujemy przekonać do wydania doktoratu któreś z wydawnictw uważanych w Pani dyscyplinie za wiodące. Zaczynamy od best of the best i jak się nie uda – schodzimy niżej. Wydawnictw, które wydrukują doktorat za pieniądze też jest sporo. Od zupełnego planktonu po niszowe niemieckie wydawnictwa specjalizujące się w wydawaniu doktoratów (napisanych po angielsku lub niemiecku). Google zawsze dostarczy informacji o takich przedsięwzięciach. No i do zastanownienia, czy zamiast drukować byle gdzie nie lepiej przerobić doktorat na cykl publikacji w dobrych czasopismach.

  3. Dziękuję Panie Piotrze! 🙂
    Na mojej liście prym wiedzie PWN, to chyba najbardziej renomowane wydawnictwo.
    Nie interesuje mnie raczej publikowanie w niemieckich wydawnictwach;)
    A jeśli chodzi o google, to tak – można coś znaleźć, ale na forach, blogach mało tego. Chodzi mi właśnie o informacje z ,,pierwszej ręki”.
    Mam na koncie kilka publikacji w czasopismach, a teraz raczej chodzi mi o wydanie dla własnej satysfakcji.
    Dziękuję serdecznie i przesyłam pozdrowienia!
    PS mógłby Pan zrobić kiedyś taki wpis o wydawnictwach 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.