Czas wiecznych studentów (niestacjonarnych)

Jak doniosła wczoraj „Rzeczpospolita” minister Gowin planuje wydłużenie studiów niestacjonarnych na każdym etapie o 2 semestry. OK, na każdym, poza doktoranckimi, te mają być tylko stacjonarne. Skutek imprezy będzie taki, że dla pracującego studenta uzyskanie dyplomu I stopnia to inwestycja na 4 lata, gdyby chciał dodatkowo zostać magistrem, to na 7. W międzyczasie trzeba mieć życie zawodowe, rodzinne i poradzić sobie z pracodawcą żądającym podwyższenia kwalifikacji na już, bo np. przepisy się zmieniły i od przyszłego roku do wykonywania twojego zawodu potrzebne jest magisterium.

Sam pomysł nie jest zły. Rozumiem intencję, żeby student niestacjonarny otrzymywał to samo wykształcenie, co stacjonarny, tylko rozłożone w czasie. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. [Glossa marginalia: to zdanie pojawia się na tym blogu niepokojąco często]

Takie wydłużone studia ćwiczyliśmy gdzieś na początku tego tysiąclecia i padły. Wróciliśmy do studiów trzy- i dwuletnich. Chciałbym wiedzieć, dlaczego padły, tudzież czy doświadczenia tamtego eksperymentu zostały wzięte pod uwagę przy tworzeniu tego projektu?

Wydłużenie studiów ma się odbyć bezkosztowo dla studenta, bo tę samą liczbę godzin realizowałby w mniejszym wymiarze. Owszem, można i tak. Podobny system stosują np. Anglicy. Wolałbym jednak, żeby student niestacjonarny miał dokładnie tę samą liczbę godzin dydaktycznych, co stacjonarny. W ten sposób student studiów licencjackich w semestrze miałby do zdobycia nie 30, a 22-23 ECTS (45 ECTS rocznie), jak w propozycji ministerstwa, ale bonusem za to byłoby to, że studentowi niestacjonarnemu poświęca się tyle uwagi, co stacjonarnemu. Bez podwyżki czesnego się nie obejdzie, chyba że ministerstwo uzna, że studia niestacjonarne powinny być bezpłatne, a przyjęcia na nie ograniczane ostrymi limitami. Oczywiście studentów tych studiów musiałaby wtedy objąć ministerialna dotacja.

Ryzyko wydłużonych studiów jest takie, że studenci pracujący mają zwykle bardziej pod górkę, niż ich starsi koledzy. Planowanie w perspektywie 4-7 lat jest trudne i może przyczynić się do zwiększenia liczby osób, które nie kończą studiów. Ci z nas, którzy studiowali w systemie 5-letnim pamiętają kolegów i koleżanki, którym noga powinęła się na IX semestrze i wylecieli ze studiów bez dyplomu i ze zmarnowanymi 4-ma latami życia. Tu takich przypadków będzie więcej. Można temu zaradzić w stosunkowo łatwy sposób. Wystarczy wprowadzić studia (praktyczne) na poziomie 5 Polskiej Ramy Kwalifikacji, odpowiadające dwóm latom studiów  z możiiwością ich uzupełnienia do poziomu 6 (licencjat) w ciągu roku na studiach dziennych, a 2 lat na niestacjonarnych. Działa we Francji tudzie zw UK

Podobnie można wprowadzić podział studiów II stopnia na magisterium 1 i 2, jak to robią Francuzi lub na PG Certificate, PG Diploma i Master jak w UK

No i teraz pytanie za 100 pkt, jak będzie można obejść te przepisy? Doświadczenie 5-letnich jednolitych studiów magisterskich robionych przez niepubliczne szkoły wyższe jako 3-3,5 letnie pokazuje, że wszystko jest możliwe. Wystarczy podzielić roka akademicki na trzy semestry i licencjat będzie do zrobienia na stacjonarnych w 2, a na niestacjonarnych w 3 lata, jak na University of Buckingham. Magisterium odpowiednio do zrobienia w rok lub dwa lata. Koszt oczywiście taki, jak studiów 3-4 letnich, ale jakbym miał do wyboru uzyskać dyplom w rozsądnym czasie, lub za te same pieniądze w 4 lata chyba wybrałbym wariant ekspresowy, nawet na mniej prestiżowej uczelni. Ciekaw jestem, ile zespołów już kombinuje, jak tę operację przeprowadzić i ile na niej można zarobić.

Reklamy

3 Comments

  1. Myślę, że autorzy powinni zajrzeć na wydziały prawa poza głównymi ośrodkami, bo tam wygląda inaczej. Poza tym przestać marudzić, że nie potrafią przekonać dziekanów do zmian.
    BTW – po każdym takim artykule wysyłałem maila do autorów zapraszając do współpracy i wprowadzenia zmian. ŻADEN nigdy mi nie odpisał, nawet że mu się nie chce ze mną gadać. Przestałem się przejmować, bo to wyraźnie takie narzekanie, żeby narzekać. Robimy u siebie swoje. Można w wolnej chwili przyjechać i zobaczyć. Zapraszam.

  2. Prawo kojarzy mi się mocno z pamięciówką, z odtwórczością, nie z kreatywnością, a studia prawnicze z przyuczeniem do zawodu, a nie nauką tworzenia czegoś nowego.
    Tak się złożyło, że pobawiłem się trochę od strony praktycznej prawem i stwierdziłem, że sędziowie nie są w stanie logicznie myśleć i że nie rozumieją przedstawionych logicznych dowodów w sprawie, a tu mamy choćby artykuł w kodeksie cywilnym o badaniu zamiaru i celu zawartych umów, co przy stanie logicznego myślenia u sędziów powoduje, że ta badawcza czynność jest poza ich możliwościami intelektualnymi niezależnie czy to rejonowy, okręgowy czy apelacyjny. Może ja miałem pecha, że na takowych trafiłem, ale raczej jest to powszechne.
    No cóż kawały o tym, że 18 letni kawaler w sądzie okazuje się być żonaty od lat 25 w oczach sędziów mają swoją przyczynę z życia wziętą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s