Płaca minimalna normalsów i uczonych – wersja 2.0 beta

Trwa kampania wyborcza, a czołowi gracze prześcigają się w obietnicach. Jedną z nich jest podniesienie płacy minimalnej docelowo do 4000 PLN do 2024 r. Spełnienie tej obietnicy wywoła skutki także w zakresie wynagrodzeń w sektorze szkolnictwa wyższego.

Na pierwszy rzut oka profesor, którego wynagrodzenie wynosi dziś co najmniej 2,84 płacy minimalnej będzie zarabiał trochę ponad 1,5 minimalnej. Tragedia, pauperyzacja zawodu i „a uczyć się warto? Nie warto.” Pierwszy rzut oka jest jednak mocno mylący, bo akademicki system wynagrodzeń jest demonem termodynamicznym pierwszego rodzaju i wypluwa z siebie nieoczekiwane konsekwencje*.Ponieważ w związku z planowaną podwyżką obowiązkowo będą musiały wzrosnąć co najmniej do zapowiadanych 4000 PLN płace adiunktów i asystentów tudzież lektorów, będziemy mieć ciekawą sytuację. Płaca asystenta nie może być niższa, niż płaca minimalna wynikająca z przepisów powszechnie obowiązujących ORAZ nie może być mniejsza, niż 50% wynagrodzenia profesorskiego ustalanego przez MNiSW rozporządzeniem. Zakładając wariant oszczędnościowy, w którym płaca asystenta równa jest minimalnej krajowej dostajemy następujące liczby: asystent – 4000 PLN, adiunkt 5840 PLN, prof.ucz 6640 PLN, a prof. zwycz (prof. prof.) 8000 PLN. Gdyby utrzymać proporcje obecne, tzn. płace na poziomie odpowiednio 1,22; 2,08; 2,36 i 2,84 płacy minimalnej otrzymalibyśmy następujące wielkości: asystent 4,880 PLN, adiunkt 8320 PLN, prof. ucz. 9440 PLN, prof. prof. 11,360 PLN. Pamiętam, jak w toku debat nad #Ustawa20 Minister Finansów protestował przeciwko łączeniu płac uczonych z płacą minimalną. Wygląda na to, że legislatorzy Ministra Nauki rozwiązali ten problem w sposób mistrzowski, trollując team finansistów. Przy utrzymywaniu pensji asystenta na minimalnym poziomie każda większa podwyżka płacy minimalnej automatycznie wywoła podwyżki dla wszystkich pracowników uczelni. Czyli dopóty, dopóki płaca asystenta będzie oscylowała w okolicach ustawowego minimum będziemy mieli skutek taki, jakby wynagrodzenia uczonych były ustalane jako wielokrotność płacy minimalnej. Można temu zaradzić ustalając pensje akademickie na nieco bardziej europejskim poziomie, na to na razie jednak się nie zanosi. Tak czy siak – kłaniam się autorom tego rozwiązania nisko jak Broniewski rewolucji.

*Fizyków uprasza się, by nie marudzili. To parafraza fragmentu pewnego opowiadania SF